Gazeta Częstochowska - tygodnik regionalny
Wydanie nr 34 (1023) z 2011-08-25, dział : informacje

Na tym podwórku nikt się nie bawił

Podwórko przy skrzyżowaniu ulic Limanowskiego i Okrzei na częstochowskim Rakowie. Kilka drewnianych ławeczek, czarne, stalowe huśtawki, pranie na długich sznurach, trzepakach, balkonach... Jest też małe boisko do siatkówki. I piaskownica, w której z ledwością mieści się kilku pięcio-, sześciolatków. Napis na murze: „Witamy w krainie, gdzie policja ginie”. Przystanek dalej stadion RKS Raków.




Siadam na jednej z ławek. Obok para dwudziestokilkulatków wymienia się papierosem. Jakiś chłopak wsiada do samochodu i odjeżdża tak, że słuchać go jeszcze kilka podwórek dalej.
Większość chłopaków nosi tutaj koszulki z nazwiskami ulubionych piłkarzy. Inni zwykłe bluzy z kapturem.
Mija mnie starszy mężczyzna o kulach, z czarnym pieskiem przemykającym mu pod nogami. Jest na tyle blisko, że chcę odczytać napis na jego bluzie. „Na co się pani tak patrzy?” – słyszę nagle. Chyba zbyt długo go obserwowałam.

To podwórko to jedyne miejsce zabaw w wakacyjny czas dla kilkadziesięcioro dzieci. Mam wrażenie, że nic tego nie może zmienić, nikt nawet nie próbuje.

Czwórka przyjaciół

Czwartek, 21 lipca, godzina osiemnasta. Nagle pojawia się grupa młodych ludzi w jednakowych, białych koszulkach. Są swobodni, weseli, wzbudzają zainteresowanie mieszkańców. To członkowie Stowarzyszenia Pedagogiki Alternatywnej – w skrócie SPA. Pomysł na powołanie organizacji powstał dzięki przyjaźni czworga studentów resocjalizacji – Pauliny Boreckiej, Michała Boreckiego, Karoliny Rakocz i Anny Kowolik.
– Spotykaliśmy w Częstochowie wiele dzieci, które nie miały jak i gdzie spędzić wolnego czasu. Chcieliśmy to zmienić, w końcu głupie pomysły biorą się z nudy. Zaczęliśmy kilka razy w tygodniu zabierać ich na lody, do kina, albo po prostu siedzieliśmy z nimi i rozmawialiśmy. Później zrodziła się myśl, by nasza działalność przybrała bardziej formalny charakter. Tak w 2008 roku powstało SPA – mówi Paulina Borecka.

Głównym celem ich działania jest praca z dziećmi i młodzieżą „gorszych szans” z wykorzystaniem metody pedagogiki ulicy. Zabierają dzieci na wycieczki w różne miejsca – np. do Olsztyna. W święta przygotowują dla nich prezenty. Organizują imprezy sportowe, akcje społeczne czy konferencje nt. pracy z dziećmi zagrożonych wykluczeniem społecznym. Zajmują się również streetworkingiem, czyli pracą na ulicy (z ang.). Jednak największą ich akcją jest „Kino na trzepaku” – cotygodniowe zabawy na najbardziej zaniedbanych podwórkach połączone z wyświetlaniem filmów. Dzisiaj odbywa się kolejna odsłona „Kina...”.




Kino na trzepaku

Wolontariuszki rozkładają pomiędzy blokami kolorową chustę Klanza. Kilkanaście dzieci od razu przyłącza się do zabawy. Wszyscy mówią sobie po imieniu.– Najważniejsza jest zasada partnerstwa. Zakazy i nakazy mają w domu i szkole. Nieważne, czy dzieci mają kilka czy kilkanaście lat, dla nich będę po prostu Karoliną – mówi Karolina Rakocz.
Męską część wolontariatu gra z chłopakami w siatkówkę. Przekrzykują się, wygłupiają, jakby byli dobrymi znajomymi.
Dziecięcą wyobraźnię pobudzają również niepozorne tekturowe kartony. Budują lokomotywę. Każdy młody mężczyzna chce być motorniczym. Jeden z chłopców jest tak zajęty prowadzeniem ciuchci, że ani myśli przerwać, aby założyć przyniesioną przez matkę cieplejszą bluzę.

Kilka wolontariuszek zajmuje się również malowaniem twarzy dzieciaków. Jedna z dziewczynek nie wie, na jaki wzór się zdecydować. Wygląda na nieco onieśmieloną. – A lubisz koty? – pytam. Kiwa głową. Po chwili na jej policzku pojawia się koci ryjek z długimi wąsami.

Punktem kulminacyjnym jest film. Dzisiaj jest to komedia „Planeta 51”.

Nie tylko piłka nożna i żużel

Podwórka spośród najbardziej zaniedbanych wyszukują nasi streetworkerzy, Magda i Tomek. – Później staramy się dobrze poznać miejsce. Potrzebujemy również zgody mieszkańców na nasze zabawy – niezbędna jest minimum połowa podpisów. Jeszcze się nie zdarzyło, aby rodzice nie chcieli nas przyjąć – mówi Edyta Wieczorek, jedna z wolontariuszek.

– Streetworking, w dosłownym tłumaczeniu praca na ulicy. Pozwala dotrzeć do miejsc wcześniej niezauważonych i ludzi, którzy nie należą do żadnej instytucji gotowej im pomóc.
W SPA pracuje dwóch streetworkerów – stwierdzają Magda Chachulska i Tomek Osyra.
– Żeby pracować na ulicy, trzeba przede wszystkim chcieć i uporać się z własnymi lękami i problemami. U nas zaczęło się od szkolenia zorganizowanego przez fundację „Wspólna Droga” w Warszawie. Nie było łatwo, ale się opłacało. Stosujemy metodę pedagogiki ulicy. Nie zakazujemy, nie nakazujemy, nie moralizujemy. Przyjmujemy te dzieci takie, jakie są – opowiada Tomek Osyra.
– Staramy się wyszukać dzieci, które nas najbardziej potrzebują. Dużo z nimi rozmawiamy. Z czasem dzielą się z nami swoimi problemami – dodaje Magda Chachulska.
Dlaczego to miejsce? – Nikt z tych chłopaków (Tomek wskazuje na grupkę nastolatków grających w siatkówkę – przyp. red.) nie jest zapisany do żadnej świetlicy. No i co oni tutaj niby mają? Piaskownice, stare huśtawki, zardzewiały trzepak. A na całym osiedlu tylko basen i dalej większe boisko. Chcemy również im pokazać, że Częstochowa to nie tylko piłka nożna i żużel – mówi Tomek.


Uśmiech dziecka

SPA to organizacja działająca na zasadach wolontariatu, pierwsza taka w Częstochowie. Założyciele stowarzyszenia są już po studiach pedagogicznych. Wolontariusze najczęściej w trakcie nich. Dostają dofinansowanie z Urzędu Miasta, czasem korzystają z pomocy sponsorów. Planują dalej rozwijać swoją akcję „Kino na trzepaku”. Są otwarci na nowych ludzi z wyjątkowymi umiejętnościami, które można zaprezentować dzieciom. W przyszłości planują przeprowadzić warsztaty fotograficzne dla młodzieży. A co jest w tym wszystkim najważniejsze?
– Uśmiech na twarzy dzieci, po prostu – akcentuje Karolina Rakocz.









DOMINIKA PŁATKOWSKA

© GAZETA CZĘSTOCHOWSKA - Wszelkie prawa zastrzeżone