Gazeta Częstochowska - tygodnik regionalny
Wydanie nr 40 (1029) z 2011-10-06, dział : polityka

Jedyny kandydat PiS w Częstochowie do Senatu

Rozmowa z Arturem Warzochą, kandydatem Prawa i Sprawiedliwości do Senatu.

W ubiegłym roku startował Pan w wyborach samorządowych, jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości na urząd Prezydenta Częstochowy, a teraz dał się Pan uwieść perspektywie ewentualnej pracy w Senacie. Czy to znaczy, że samorząd przestał się już Panu wydawać tak atrakcyjny, jak kiedyś?
– Dla ścisłości należy dodać, że w ostatnich wyborach samorządowych uzyskałem również mandat radnego Sejmiku Województwa, z niezłym – wydaje mi się – wynikiem ok. 18,5 tys. głosów. Mogę zatem spokojnie zapewnić, że nadal działam w samorządzie. W wyborach na urząd Prezydenta miasta zdobyłem ok. 10 tys. głosów. Chcę podkreślić, że to poparcie było wynikiem ciężkiej pracy częstochowskiego środowiska Prawa i Sprawiedliwości oraz spójnej oferty programowej, złożonej przez nas w kampanii wyborczej. Władza samorządowa przypadła, wprawdzie SLD, ale głównej przyczyny przegranej w tych wyborach upatrywałbym w tym, że po naszej stronie lokalnej sceny politycznej pojawił się konkurent.
Kto był tym konkurentem?
– Były prezydent Tadeusz Wrona, namawiany przez nas usilnie do rezygnacji ze startu w wyborach, ze względu na dotkliwą porażkę, której doznał wcześniej w referendum. Zresztą namawiany był nie tylko przez PiS; podobna perswazja płynęła pod jego adresem również z jego środowiska politycznego, tj. ze Wspólnoty. Efekt był taki, że razem zdobyliśmy 20 tys. głosów, a kandydatka PO weszła do drugiej tury wyborów z wynikiem ok. 16 tys. głosów i przepadła w starciu z kandydatem SLD. Po spokojnej analizie wszystkich aspektów minionej kampanii wyborczej, doszliśmy w naszym sztabie do wniosku, że druga tura mogła zakończyć się naszym sukcesem, bo z rozmów z moimi wyborcami, przeprowadzonymi już po wyborach wynika, że większość z nich nie poszła w ogóle do wyborów, uznając, że nie ma na kogo głosować. Wracając do pracy na rzecz samorządu…
Pozostańmy jeszcze na moment przy kampanii. Chciałabym zapytać, czy historia dała wam jakąś nauczkę?
– To nie jest pytanie do mnie. Propozycję startu w wyborach do Senatu złożył mi na początku lider Prawa i Sprawiedliwości w okręgu częstochowskim, poseł Szymon Giżyński. Przedstawił mi argumenty, które mnie przekonały a później on przekonał częstochowski zarząd PiS do poparcia mojej kandydatury. Później moja kandydatura uzyskała poparcie Komitetu Politycznego PiS. Jeżeli sugeruje Pani, że jeżeli chcę wygrać te wybory, to powinienem być jedynym kandydatem szerokiego obozu częstochowskiej prawicy, to odpowiem, że też tak uważam.
Jednak w wyborach do Senatu wyrosła Panu konkurencja.
– Tak, mam konkurencję, w końcu to są wybory. W sumie jest sześcioro kandydatów: po jednym z PiS, PO i SLD. Jest jeszcze czterech innych, którzy określają się mianem bezpartyjnych, a których de facto popierają inne ugrupowania polityczne, takie jak: PJN, Ruch Palikowa, Nowa Prawica czy Unia Prezydentów Miast. Cóż, każdemu wolno startować.
A jeżeli skończy się tak, że kandydat poparty przez PJN, Konrad Głębocki odbierze Panu kilka procent i przegra Pan z kandydatem PO?
– To powiem, że poniesie za to moralną i polityczną odpowiedzialność. Wybory do Parlamentu nie powinny być poligonem doświadczalnym dla ambitnych samorządowców, którzy wiedzą, że nie mają żadnych szans na wygraną a jedynie lansują się przy ich okazji przed wyborami samorządowymi. Tutaj stawką jest Polska i los jej obywateli. Prawo i Sprawiedliwość walczy o wygraną nie dla samej wygranej, ale o to, by odebrać rządy wyjątkowo nieudolnej i zapatrzonej w samą siebie i we własne notowania ekipie. Uważam, że jeżeli ktoś jest wykładowcą wyższej uczelni, działaczem samorządowym, to powinien tę odpowiedzialność za losy Ojczyzny odczuwać, a nie myśleć tylko o własnej karierze.
Co może Pan zaoferować Częstochowianom jako ich reprezentant w Senacie RP?
– Obiecuję, że w przypadku wygranej wykorzystam w procesie legislacyjnym całą swoją wiedzę zdobytą w pracy w administracji rządowej i samorządowej. Senat, który stoi na straży procesu tworzenia prawa często jest traktowany jako niepotrzebna Izba Parlamentu. Ten błąd w myśleniu trzeba naprawić, m.in. poprzez przywrócenie właściwej rangi i roli Senatu.
Jak Pan zamierza to zrobić?
– Realizują program Prawa i Sprawiedliwości, według którego Senat powinien zachować swoją dotychczasową rolę w postępowaniu ustawodawczym, a ponadto powinien przejąć od Sejmu niektóre kompetencje dotyczące obsady stanowisk państwowych takich, jak wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego, czy wyrażać zgodę na powołanie przez Prezydenta RP Prezesa Narodowego Banku Polskiego. Jeżeli zdobędę mandat senatora, to będę dążył do realizacji tych postulatów. Ponadto zamierzam poświęcić więcej uwagi sprawom naszego miasta.
Czy do zajmowania się sprawami miasta nie jest czasem powołany samorząd lokalny?
– Owszem, ale władza samorządowa pozbawiona wsparcia parlamentarzystów i rządu niewiele może zrobić. Tak się akurat składa, że cztery lata temu byłem I Wicewojewodą Śląskim. Działając wspólnie z posłem Szymonem Giżyńskim oraz ówczesnymi władzami Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie doprowadziliśmy do realizacji największej, jak dotąd inwestycji w mieście, zrealizowanej prawie w całości ze środków zewnętrznych, tj. unijnych i rządowych. Mam tutaj na myśli budowę Akademickie Centrum Sportu. Ponadto udało nam się wspólnie wpisać na listę Regionalnego Programu Operacyjnego inne ważne inwestycje w Częstochowie, które właśnie teraz są realizowane, jak, np. budowa Wydziału Nauk Społecznych Akademii im. J. Długosza, czy modernizacja centrum Częstochowy. Mówiąc inaczej jeżeli się reprezentuje w Parlamencie swój region i swoich wyborców, to trzeba o nich myśleć w kategoriach ich racji i ich potrzeb.
Jakie są te racje i potrzeby?
– Po pierwsze: rozwój gospodarczy. Trzeba tutaj sprowadzić duży kapitał, bo inaczej Częstochowa nie podniesie się po ostatniej dekadzie regresu. Jeżeli obecne władze samorządowe przedstawią jakiś ciekawy plan działań w tej materii, to należy je wspierać, jeżeli nie przedstawia nic, to sam podejmę odpowiednie działania. Po drugie: rozwiązanie palących problemów społecznych i problemów rynku pracy. Trzeba podjąć działania w celu stworzenia nowych miejsc pracy, poprzez stymulowanie rozwoju gospodarczego, o czym mówiłem przed chwilą. Zatrzyma to w mieście młodych ludzi, którzy od kilku lat nie widzą tutaj dla siebie perspektyw. Wiem o czym mówię, bo sam jestem nauczycielem akademickim i trudno mi się pogodzić z tym, gdy widzę swoich byłych studentów, którzy pracują w hipermarketach, galeriach handlowych czy na rynku na Zawodziu. Z całym szacunkiem dla wszelkiej pracy i zawodów, ale nie tam jest miejsce dla administratywistów, politologów i magistrów zarządzania. Po trzecie: trzeba zrobić wszystko, aby powstał wreszcie Uniwersytet Częstochowski, o którego potrzebie powołania chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Po czwarte: w Częstochowie musi powstać nowoczesne centrum targowo – wystawiennicze, które będzie oknem świat dla częstochowskich przedsiębiorców i magnesem, przyciągającym wielki kapitał do naszego miasta. Po piąte: trzeba wybudować lotnisko cargo w Rudnikach, które będzie wsparciem dla ruchu pielgrzymkowo – turystycznego i dla biznesu.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała:


Urszula Giżyńska

© GAZETA CZĘSTOCHOWSKA - Wszelkie prawa zastrzeżone