Gazeta Częstochowska - tygodnik regionalny
Wydanie nr 19 (1314) z 2017-05-11, dział : ekologia

INTERWENCJA NA TELEFON. Na ratunek zranionej sarnie

1 maja 2017 roku wraz z naszą Czytelniczką Beatą Owczarek z Częstochowy pomagaliśmy ciężko zranionej sarnie. Pani Beata znalazła ją w Rezerwacie Przyrody Stawiska, w miejscowości Parzymiechy, przy ul. Kasztanowej. Przykre było to, że przez ponad dobę, mimo monitów do Nadleśnictwa Kłobuck i Koła Łowieckiego „Sarna”, zwierzę było pozostawione jest bez żadnej pomocy.

– Wczoraj o rannej sarnie, która ma mocno naderwaną nogę i nie może się poruszać, poinformowałam Nadleśniczego. Zapewnił mnie solennie, że natychmiast zajmie się sprawą i podejmie interwencję. Niestety, dzisiaj otrzymałam informację, że sarna nadal leży i cierpi. Prawdopodobnie jest nawet ciężarna – relacjonowała nam pani Beata.
Oczywiście, natychmiast skontaktowaliśmy się z Nadleśniczym Nadleśnictwa Kłobuck, Grzegorzem Półtorakiem. Przyjął nasze zgłoszenie i obiecał, że już wysyła służby, że mimo wyjazdu do Budapesztu, sprawy nie pozostawi. Jakież było nasze zdumienie, kiedy po blisko pięciu godzinach od rozmowy z Nadleśniczym, otrzymaliśmy znowu telefon od Pani Beaty z informacją, że sarna nadal jest bez pomocy.
– Coś mnie tknęło i specjalnie przyjechałam tu z Częstochowy. Sarna nadal cierpi. To zakrawa na zabawę z cierpienia zwierząt. Gdzie humanitaryzm, gdzie poczucie obowiązku? - mówiła wzburzona częstochowianka. Jak dodała z prośbą o wsparcie dla zwierzęcia zadzwoniła w końcu do Pogotowia dla Zwierząt, które mieści się pod Warszawą. – Pan Grzegorz Bielawski z Pogotowia od razu ruszył na pomoc. A co z lokalnymi służbami? - pyta Beata Owczarek. My z kolei zadzwoniliśmy do Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii Jerzego Smogorzewskiego. Zareagował natychmiast. Uruchomił służby.
Ok. g. 16. na miejsce, gdzie leżała zraniona sarna, dotarł wreszcie przedstawiciel Koła Łowieckiego „Sarna". Po oględzinach zwierzęcia doszedł do wniosku, że niestety sarenkę trzeba będzie uśpić, miała bowiem złamane dwie nogi.
Czuwająca przy sarnie Beata Owczarek postanowiła poczekać jeszcze na jadącego zza Warszawy Grzegorza Bielawskiego z Pogotowia dla Zwierząt. – Mieliśmy nadzieję, że uda się zwierzę uratować. Była jeszcze taka żywotna, chciała żyć. Pan Grzegorz jadąc do nas poprosił, abyśmy wraz z myśliwym dokładnie sprawdzili stan sarny. Potwierdził, że w sytuacji, kiedy zwierzę ma złamane dwie nogi, nie uda się już go uratować. – mówi Beata Owczarek. Myśliwy z Koła Łowieckiego zapewnił, że sarnę uśpi bezboleśnie. Powiedział, że najprawdopodobniej została potrącona przez samochód. Rany nie wskazywały na obrażenia z powodu wnyków.
Pozostaje jedynie przykra świadomość, że zwierzę tak długo musiało cierpieć. Nadleśniczy Nadleśnictwa Kłobuck Grzegorz Półtorak tłumaczy, że nastąpiło niedoinformowanie. Zapewnia, że zareagowano zaraz po telefonie pani Beaty. – Uruchomiliśmy służby. Niestety, myśliwi z Koła Łowieckiego nie mogli odnaleźć sarny. Dzisiaj, po interwencji „Gazety Częstochowskiej” i Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii, rannego zwierzęcia szukali członkowie dwóch Kół „Rogacz” i „Sarna”. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że nadleśnictwo było nieczynne, na miejscu czuwały jedynie służy pożarnicze. Stąd mieliśmy utrudnienia – wyjaśnia Nadleśniczy. Tłumaczenie przyjmujemy, ale trochę jest ono mało czytelne. Pani Beata bez trudu dotarła na miejsce z Częstochowy według wskazówek podanych przez znajomego. Takież same przekazywała telefonicznie służbie leśnej. My również.

Oby takich przypadków było jak najmniej. Pamiętajmy, że zwierzęta też odczuwają ból i strach, i trzeba im jak najszybciej pomóc w cierpieniu. Ta sarna męczyła się o wiele za długo. Mogła przy tym umierać znacznie dłużej, gdyby nie pani Beata Owczarek, osoba o wielkim sercu dla zwierząt. Pani Beata działa w dwóch Fundacjach: w warszawskiej „SOS Bokserom” i częstochowskiej „Psia Duszka”. Jak mówi świata nie zbawi, ale zawsze pospieszy na pomoc bezbronnym zwierzętom. Dzisiaj pokazała, że jest gotowa na wszystko. – Chciałabym bardzo podziękować Panu Grzegorzowi, który zaraz po moim telefonie wyruszył na pomoc sarnie, a miał do pokonania ponad 270 kilometrów. Uczynił to bezinteresownie i z dobrego serca – dodaje pani Beata.

zdjęcie: Beata Owczarek
Zraniona sarna ponad dobę czekała na pomoc służb




Materiał ukazał na stronie: "Częstochowska Gazeta Ekologiczna"
(wydanie papierowe), której publikację współfinansuje Wojewódzki
Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Treści zawarte w publikacji nie stanowią oficjalnego stanowiska
organów Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej w Katowicach.



UG

© GAZETA CZĘSTOCHOWSKA - Wszelkie prawa zastrzeżone