Gazeta Częstochowska - tygodnik regionalny
Wydanie nr 25 (1320) z 2017-06-22, dział : GMINY I POWIATY

LUBLINIEC. Stacja paliw i dinopark – to nie to samo

Sprzedaż gruntu na stację paliw, która przyniosła miastu zysk, a zbycie parku miejskiego na dinopark, który okazał się klapą – to dwie różne sprawy. Stawianie znaku równości pomiędzy obiema, jak to próbowała uczynić jedna z gazet, może prowadzić do błędnych wniosków.



Bezpodstawne oskarżenie
By rozświetlić sprawę i pokazać różnice musimy wrócić do 2002 r.. Wówczas to Prokuratura oskarżyła członków Zarządu Miasta Lublińca: Józefa Masonia, Gerarda Burka, Marka Karpego, Andrzeja Pawełczyka i Jana Springwalda o niekorzystną dla miasta transakcję. Działkę pod stację paliw „Aral”, o powierzchni pół hektara, wycenioną przez rzeczoznawcę na pół miliona złotych, Zarząd sprzedał za ponad 1 milion zł. Jednak Prokuratura powołała własnego rzeczoznawcę, który w oderwaniu od obowiązujących zasad, wartość tej nieruchomości wycenił 6 razy drożej, czyli na trzy miliony złotych. W ten sposób uzyskano pretekst do oskarżenia niewinnych ludzi. Po wieloletnim procesie Sąd uniewinnił samorządowców i uznał, iż oskarżenie było bezpodstawne.
– Trzeba było wielu lat, by w wyniku procesu sądowego doszło do stwierdzenia naszej niewinności, a nawet wykazania przez sąd naszej staranności w zarządzaniu mieniem miasta. Była to wielka kompromitacja ówczesnej Prokuratury, głuchej na dowody, ślepo wykonującej z góry przyjęte założenie, że nieważna jest prawda, trzeba natomiast zrobić wszystko, by upodlić oskarżonych, nawet gdy okażą się niewinni. W dużej mierze cel ten osiągnięto. Jako oskarżeni byliśmy dręczeni przez szereg lat. Podupadliśmy na zdrowiu, dwóch z nas przedwcześnie zmarło, inni stracili pracę czy możliwość funkcjonowania w działalności zawodowej i społecznej. Wobec nas rozpętano nagonkę medialną, której autorami czy inspiratorami były osoby, które miały w tym swój cel polityczny. Pożywką dla niej były działania i towarzyszące im wypowiedzi Prokuratorów, a jej wykonawcami byli, oprócz mediów, przedstawiciele lublinieckich elit – mówi Jan Springwald, nadal pełniący funkcję radnego miasta Lublińca.


Medialne oszczerstwa
Nagonkę zapoczątkowała wypowiedź rzecznika Prokuratury. Jego słowa: „tłumaczenie tych panów przyjmuję z rozbawieniem, najlepiej, żeby po prostu, uczciwie przyznali się do winy” na długo przed postawieniem bezpodstawnego aktu oskarżenia medialnie skazały samorządowców. – Prasa i telewizja podchwyciły tę skandaliczną wypowiedź i przyłączyły się do niej niewybrednymi atakami, publikując dziesiątki artykułów o sugestywnych, oczerniających nas tytułach, mających realizować zamówienia ich politycznych dysponentów, jak np. „Przekręt z dystrybutora”, „Nadużycie na działkach”, „Straciła gmina”, „Zarząd przed Sądem”, „Nie pilnowali. Złamali prawo”, „Wreszcie oskarżeni” i wiele temu podobnych. Internet huczał od pomówień typu „złodzieje”. „Obiektywna”, prywatna stacja Solorza – Telewizja Polsat – w programie „Interwencje” na polityczne zamówienie zainteresowanych osób przedstawiła nas w kłamliwym i ośmieszającym świetle, kończąc program słowami „czy wierzycie Państwo tym panom, bo my nie”. Dla Polsatu fakty były nieistotne, a to, że wymienione osoby były niewinne nie przeszkodziło w prowadzeniu intrygi – kontynuuje Jan Springwald.
W opinii oskarżonych zmasowany atak miał różne podłoże. – Na przykład wykryliśmy wielomilionowe afery w mieście, jednak Prokuratura nie chciała o tym słyszeć, więc trzeba było wyeliminować tych, którzy walczyli o praworządność i byli przeciwni lokalnym patologicznym układom. Na szczęście Sądy w Częstochowie: Rejonowy i Okręgowy, okazały się na opisanym morzu bezprawia wyspą praworządności i nie ulegając presji oskarżycieli, mediów i lokalnych kacyków sprawę rzetelnie wyjaśniły – dodaje Springwald. Nie potwierdził się żaden z zarzutów Prokuratury. Po blisko10 latach walki o prawdę sąd uniewinniając oskarżonych stwierdził, że swoje obowiązki wypełniali wyjątkowo sumiennie, uczciwie, troszcząc się o dobro miasta.

Korzystna transakcja
Okazało się więc, że transakcja sprzedaży terenu pod stację paliw jest korzystna. Ku zadowoleniu mieszkańców zagospodarowano centrum miasta, wcześniej będące nieużytkiem, a stacja wkomponowała się dobrze w miejski krajobraz. Uzyskano najwyższą w tym czasie cenę za grunt, dwukrotnie wyższą od wartości nominalnej, a pozyskane fundusze miasto zainwestowało. Trzeba dodać, że użytkownik gruntu płaci terminowo miastu podatki, zatrudnia kilkanaście osób, udostępnia mieszkańcom miejsca parkingowe. Wbrew oskarżeniu Miasto odniosło sukces i korzyści finansowe.
– Nikt jednak nigdy nie przeprosił nas za niesłuszne oskarżenia, doznane krzywdy, pomówienia, poniesienie wielotysięcznych kosztów, stres oraz pogróżki, grożące utratą życia nawet dla naszych rodzin. Przeciwnie, nadal jesteśmy poddawani różnorodnym represjom ze strony sprawujących władzę funkcjonariuszy publicznych, zwłaszcza tych działających w samorządzie – stwierdza Jan Springwald.

Brak analogii
A teraz trochę o zbyciu w 2009 roku przez ówczesne władze Lublińca nieruchomości w Parku Grunwaldzkim na tzw. dinopark. – Tu nie można doszukiwać się analogii opisanej sprzedaży gruntu pod stację paliw, bo miasto Lubliniec teraz poniosło rzeczywiste straty finansowe. Już przez siedem lat pozbawieni jesteśmy możliwości korzystania z oddanego w użytkowanie wieczyste Parku, czyli celu tej transakcji – twierdzą liczni mieszkańcy Lublińca. Rada Miejska w Lublińcu wyraziła zgodę na oddanie w użytkowanie wieczyste Parku, po tym jak burmistrz Edward Maniura rekomendował firmę i wystąpił z wnioskiem o zwiększenie dla niej okresu wieczystego użytkowania z 40 na 99 lat. – Przekonywał o wiarygodności polecanej firmy i podejmował wszelkie działania zmierzające do realizacji użytkowania. Nie podjął jednak podstawowych działań sprawdzających wiarygodność inwestora, który okazał się bankrutem. Dopiero w 2015 roku dowiedział się, że Park nie wchodzi w skład masy upadłościowej użytkownika wieczystego, co świadczy o braku nadzoru ze strony burmistrza Maniury – tłumaczą nasi rozmówcy.
Burmistrz, niestety, nie dopełnił niezbędnych formalności. – W akcie notarialnym, oddającym w użytkowanie wieczyste nieruchomość, nie zagwarantował interesu miasta, mimo że projekt aktu otrzymał od notariusza do sprawdzenia kilka tygodni wcześniej. W umowie notarialnej próżno szukać postanowień zawartych w postępowaniu przetargowym, które uprawniały gminę do przejęcia nieruchomości za cenę ustaloną w przetargu, gdy nabywca nie zrealizuje zamierzenia inwestycyjnego w ciągu dwóch lat. Nie zawarto też w umowie postanowienia o obowiązku nabywcy poddania się egzekucji i zapłaty na rzecz gminy kar umownych. Burmistrz zawarł więc umowę na zupełnie innych warunkach niż ustalone w przetargu. Miasto w związku tym utraciło kontrolę nad nieruchomością, nie uzyskało założonych, znacznych kwot, a stan nieruchomości – stanowiącej niegdyś piękny fragment parku miejskiego – jest w opłakanym stanie – dodają.

NIK krytycznie o transakcji „Dinoparku”

Po kontroli NIK w raporcie stwierdził, że chociaż sąd cywilny przyjął odpowiedzialność notariusza, to nie zwalnia to burmistrza od oceny odpowiedzialności karnej w tym zakresie. NIK zarzucił brak jakichkolwiek aktów staranności w zakresie przygotowania sprzedaży, tym bardziej, że przy podpisywaniu umowy był Naczelnik Wydziału Nieruchomości i zgłaszał uwagi do jej treści, które powinny wyjaśnić służby prawne Urzędu Miasta. Mimo to burmistrz nie podjął w tym zakresie żadnych działań i podpisał umowę, która nie zabezpieczała interesów miasta.
Prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach skierował sprawę sprzedaży gruntu do Prokuratury pod kątem oceny prawno-karnej. – Ta stwierdziła jednak jedynie brak należytej rzetelności i staranności w sporządzaniu przez burmistrza E. Maniurę umowy, na tej kontestacji poprzestając i nie zadając sobie trudu należytej oceny prawno-karnych skutków tej nierzetelności i niestaranności. Warto tu dodać, że na tym spornym terenie miała też miejsce nielegalna wycinka drzew na obszarze około 3 tys. m². Z miejskiego budynku obok basenu burmistrz wyprowadził zaś kilka rodzin. Korzystać z niego mieli pracownicy inwestora. Dzisiaj budynek ten popadł w ruinę, ograbiony przez złomiarzy i zdewastowany – zauważają nasi rozmówcy.
Rada Miejska chcąc wyjaśnić sprawę zleciła jej zbadanie, zgodnie z właściwością, Komisji Rewizyjnej. – Jej działania były jednak skutecznie torpedowane przez burmistrza, jak zresztą inicjatywy każdego, kto próbował wyjaśnić sprawę. Ktokolwiek dociekał jej wyjaśnienia poddawany był krytyce burmistrza, który przyjął taktykę obrony przez atak, skierowany przeciwko Komisji Rewizyjnej, poszczególnym radnym, RIO, NIK i innym – dodają samorządowcy. Pismo do Prokuratury o wyjaśnienie sprawy tej bulwersującej lubliniczan transakcji skierowali posłowie PiS. Krok ten włodarz miasta ocenił jednak jako „szukanie na niego haków”.

To jest nieszczerość

A jeszcze trzy lata temu na prośbę burmistrza Maniury jego radni zwrócili się do ówczesnego posła Ruchu Palikota Artura Bramory o zgłoszenie sprawy Dinoparku do NIK. – Nacisk postawiony w pytaniu tych radnych był położony nie na kontrolę prawidłowości zbycia nieruchomości Parku przez burmistrza, lecz na prawidłowość prowadzonej kontroli w tej sprawie przez Komisję Rewizyjną (!). NIK jednak, wbrew oczekiwaniom pytających, w swym raporcie końcowym punktuje wiele nieprawidłowości w działaniach burmistrza – stwierdza wieloletni lubliniecki samorządowiec, ówczesny przewodniczący Komisji Rewizyjnej Marek Karpe.
Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia działalność burmistrza w zakresie przekazania nieruchomości gminnej położonej w Lublińcu przy ul. 74 GPP w wieczyste użytkowanie i nadzoru nad jej prawidłowym wykorzystaniem, a także zawarcia umowy oddania w użytkowanie wieczyste nieruchomości, bez należytego zapewniania ochrony interesów Gminy. Zakwestionowano również nieprawidłowości w dochodzeniu należności wynikających z opłat za użytkowanie wieczyste nieruchomości parkowej oraz nadzór nad prawidłowym korzystaniem oddanej w użytkowanie wieczyste nieruchomości oraz jej ochroną przed dewastacją.
W ocenie NIK „świadczy to o braku należytej staranności i rzetelności w działaniu, i narusza art. 50. ustawy o samorządzie gminnym, zgodnie z którym Burmistrz zobowiązany jest do zachowania szczególnej staranności przy wykonywaniu zarządu mieniem komunalnym”.

Podsumowanie
Reasumując oba przypadki, trzeba zauważyć, że przy sprzedaży gruntu pod stację paliw miasto uzyskało spore korzyści, stąd postawienie ówczesnych członków Zarządu Miasta w stan oskarżenia nie miało żadnych podstaw, Prokuratura natomiast szła w zaparte, preparując oskarżenie. Jakże odmiennie wygląda dyspozycja nieruchomością Parku Miejskiego. Sprzedaż znacznej części tego Parku spowodowała wielkie, często nieodwracalne już szkody, narażając samorząd na dalsze znaczne straty. Prokuratura nie podjęła w stosownym czasie działań, do których była zobowiązana w 2011 roku, po złożeniu doniesienia przez Prezesa RIO.
Burmistrz Edward Maniura „podsumował” natomiast wszystkich, którzy próbowali wyjaśnić sprawę. O przewodniczącym Komisji Rewizyjnej stwierdził, że „złamał prawo podejmując czynności wyjaśniające”, o Prezesie RIO – że „nie miał racji”, o radnych – że „nie przeprosili”, o NIK – że „raport był bardzo dziwny”, o notariusz – że „to ona jest winna”, o posłach PiS – że „inspirowani politycznie szukają na niego haków”.

– Czy w kontekście powyższego nie należy się obawiać, że w państwie deklarowanym jako praworządne dochodzi do swoistych paradoksów? Bo jak wytłumaczyć to, że osoby nie tylko niepopełniające przestępstw, lecz występujące w obronie prawa, traktowane są jak przestępcy, zaś czyny tych, którzy nie dopełniają swoich obowiązków czy przekraczają jaskrawo swe uprawnienia wymykają się weryfikacji prokuraturze i sądom? – pytają nasi rozmówcy.




Burmistrza Lublińca Edwarda Maniurę poprosiliśmy o wyjaśnienia w sprawie sprzedaży terenu w Parku Miejskim w Lisińcu.

Na jakich zasadach został sprzedany teren Parku Miejskiego pod Dinopark?
– Oddanie w użytkowanie wieczyste na okres 99 lat gruntu o łącznej pow. 15,3139 ha położonego w Lublińcu przy ul. 74 Górnośląskiego Pułku Piechoty nastąpiło w wyniku rozstrzygnięcia przetargu pisemnego nieograniczonego, na który złożona została jedna oferta spełniająca wymogi określone w przetargu. Celem oddania nieruchomości w użytkowanie wieczyste było zrealizowanie przez oferenta parku tematyczno - edukacyjnego pn „Zaurolandia” tj. inwestycji o wartości 8 mln zł netto. Zgodę na oddanie nieruchomości w użytkowanie wieczyste wyraziła Rada Miejska w Lublińcu (głosowało 18 radnych, za wnioskiem oddano 14 głosów, wstrzymało się 4 radnych). Pragnę nadmienić, że w tym czasie w skład Rady Miejskiej wchodziło jedynie 3 radnych z mojego ugrupowania politycznego.

Jaki był Pana udział w transakcji?
– Reprezentując Gminę Lubliniec, która była stroną umowy podpisywałem akt notarialny?

NIK zarzucił brak jakichkolwiek aktów staranności w zakresie przygotowania sprzedaży, tym bardziej, że przy podpisywaniu umowy był Naczelnik Wydziału Nieruchomości i zgłaszał uwagi do jej treści, które powinny wyjaśnić służby prawne Urzędu Miasta. Mimo to nie podjął Pan w tym zakresie żadnych działań i podpisał umowę, która nie zabezpieczała interesów miasta. Dlaczego?
– Nieprawdą jest stwierdzenie zawarte w pytaniu, że „NIK zarzucił brak jakichkolwiek aktów staranności w zakresie przygotowania sprzedaży”. Zgodnie z protokołem, NIK ocenił pozytywnie działania Burmistrza poprzedzające oddanie nieruchomości parkowej w użytkowanie wieczyste.
NIK negatywnie ocenił działania polegające zawarciu umowy, bez należytego zapewnienia ochrony interesów gminy i w konsekwencji egzekwowanie należności z opłat za użytkowanie wieczyste oraz nadzoru nad prawidłowym korzystaniem z nieruchomości. Na te fakty miała wpływ wadliwie sporządzona umowa przez notariusza oraz kłopoty finansowe inwestora oraz upadłość kolejnego podmiotu, który nabył prawo użytkowania wieczystego. Po kilku latach i wielu postępowaniach sądowych zostało udowodnione, iż całkowitą odpowiedzialność za wadliwie sporządzoną umowę ponosi notariusz. Na podstawie prawomocnego wyroku Sygn. Akt I C 91/16 z 9 maja 2016r. zasądzone zostało odszkodowanie na rzecz Gminy Lubliniec od notariusz w wysokości 78.405,32zł wraz z odsetkami i kosztami procesu. Zobowiązania te zostały uregulowane przez ubezpieczyciela kancelarii notarialnej w kwocie 107.580,57 zł. Nadmienię, iż do działań zmierzających do uzyskania odszkodowania od notariusza w wystąpieniu pokontrolnym zobowiązała mnie Najwyższa Izba Kontroli.

Obecnie wydzierżawiony teren jest zadbany. Jak zamierza Pan rozwiązać ten problem?
– Przedmiotowym terenem zarządza obecnie Syndyk Masy Upadłości, który prowadzi postępowanie zmierzające do zbycia nieruchomości celem zabezpieczenia wierzycieli (10 czerwca odbył się drugi przetarg). Obecny dzierżawca, w związku z prowadzeniem działalności w roku 2015, (uruchomienie kąpieliska) poczynił znaczne nakłady na przedmiotowej nieruchomości i w chwili obecnej jej stan jest lepszy niż w latach poprzedzających zbycie. Oczekuję, że obecny dzierżawca nabędzie nieruchomość od syndyka i będzie kontynuował rozpoczętą działalność.
Pytała




URSZULA GIŻYŃSKA

© GAZETA CZĘSTOCHOWSKA - Wszelkie prawa zastrzeżone