Gazeta Częstochowska - tygodnik regionalny
Wydanie nr 25 (1320) z 2017-06-22, dział : GMINY I POWIATY

POD PATRONATEM "GAZETY CZĘSTOCHOWSKIEJ”. Festiwal Piosenek Janusza Gniatkowskiego, cz. I

PORAJ. Przez trzy dni od 9 do 11 czerwca 2017 roku trwał VIII Festiwal Piosenek Janusza Gniatkowskiego. Wydarzenie zapoczątkowała wystawa listów wielbicieli i wielbicielek talentu Wielkiego Gniadego do Artysty w Kinie „Bajka” oraz projekcje filmów o Januszu Gniatkowskim. Jeden opisywał związki z jego rodzinnym miastem – Lwowem.




Festiwal zaistniał za sprawą Stowarzyszenia Miłośników Twórczości Janusza Gniatkowskiego „Apasjonata”. – Kiedy w Poraju zamieszkali państwo Gniatkowscy uznaliśmy, że powinniśmy zadbać o upowszechnianie dzieła Janusza Gniatkowskiego. Ale najwięcej nad tym pracuje pani Krystyna, żona Janusza Gniatkowskiego. To ona jeździ po Polsce, zabiega o fundusze, wygłasza prelekcje, udziela wywiadów o panu Januszu. Bardzo nam pomaga Gminny Ośrodek Kultury, jesteśmy wdzięczni pani dyrektor Magdalenie Ryziuk-Wilk, która zawsze oddaje serce dla nas. Pomagają nam także Spółdzielczy Bank w Myszkowie, starostwo w Myszkowie i wójt gminy Poraj Łukasz Stachera – mówi Ewa Matuszczyk, prezes Stowarzyszenia.
Festiwal zyskał sławę ogólnopolską i ma stałych sympatyków. Jednym z nich jest Halina Borowiec z Żar, która wraz z mężem przyjeżdża na Festiwal od początku jego istnienia. – Takim głosem, jaki miał pan Janusz Gniatkowski nikt nie śpiewał i nie śpiewa. Każda piosenka jest urokliwa, w każdej odnajduje się cząstkę siebie, lub cząstkę, którą chciałoby się przeżyć. Słowa piosenek były mądre, melodia piękna. Żałuję, że dzisiaj takich postaci nie ma. Gdyby nie pani Krysia i pan Dominik Piworowicz, który ją wspiera w dziele kultywowania, upowszechniając piosenek pana Janusza, wiele byłoby zapomniane. Od dziecka wyrastałam w klimacie piosenek pana Janusza. Na nowo odkryłam go po wypadku pana Janusza, gdy zaczęto pisać o nim ponownie. Dowiedziałam się, że państwo Gniatkowscy mieszkają w Poraju, napisałam do nich list i potem nawiązała się między nami korespondencja. Potem zarezerwowaliśmy bilety na koncert pana Janusza w Filharmonii Częstochowskiej. To co wówczas przeżyliśmy było niezwykłe. Te tłumy publiczności, na widowni zasiedli staruszkowie z wnuczkami i łzy, gdy pan Janusz zaśpiewał, których się nikt nie wstydził, to było prawdziwe i wzruszające – opowiada „GCz” pani Halina.
W jury zasiadają same sławy, znawcy polskiej wokalistyki. Jednym z nich był Czesław Majewski, kompozytor, dyrygent, pianista, aktor. – Cieszę się, że już po raz drugi mogę współuczestniczyć w pracach komisji konkursowej Festiwalu. To wspaniała inicjatywa, przypomnienie piosenek, które były wielkimi przebojami Janusza Gniatkowskiego. To, że młodzi ludzie chcą do nich wracać, chcą je śpiewać jest wspaniałe. Że przy tym zalewie tej muzyki, o której nie bardzo można powiedzieć, że to jest melodia, cieszę się, że wracają te stare piosenki. To piosenki mojej młodości i wszystkie są mi bliskie, najbardziej „Apasjonata” czy „Kuba wyspa gorąca”. Wszystkie piosenki były szlagierami, Janusz Gniatkowski był wyjątkowym artystą w historii polskiej muzyki – zauważa Czesław Majewski.



O Festiwalu rozmawiamy z kierownikiem ds. promocji w Urzędzie Gminy Poraj Andrzejem Kozłowskim
Gmina Poraj co roku włącza się bardzo aktywnie w organizację Festiwalu…
– Bo to, Festiwal Piosenek naszego mistrza, a przede wszystkim Honorowego Obywatela Gminy Poraj. Impreza z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem, co dla organizatorów, jak i dla Urzędu, jest powodem do satysfakcji.

Czym w tym roku Festiwal zachwycił?
– Jak zawsze sprawdzonymi przyjaciółmi. Gościliśmy stałych naszych bywalców jak Andrzeja Dyszaka, znakomitego parodystę oraz nowych sympatyków jak Romana Gerczaka, pamiętnego wykonawcy hitu „Zabrałaś mi lato” sprzed wielu lat. Przypomniał się porajskiej publiczności, wywołując powszechny aplauz. Jego charyzma sceniczna sprawiła, że publiczność wspaniale się bawiła. Dużą atrakcją był udział wykonawcy ukraińskiego z Lwowa Oresta Cymbali, który wywołał niespotykany klimat. Przeniósł nas w świat romantyczności, po części operetki, ale przede wszystkim swojej wielkiej miłości do twórczości Janusza Gniatkowskiego. Jest on wykonawcą ukraińskiej wersji światowego przeboju pana Janusza „Apasjonaty”.

Janusz Gniatkowski pochodził z Lwowa. Tym akcentem stworzyliście Państwo kultury most pomiędzy Polską a Ukrainą…
– Tak, sworzył się w ten sposób interkulturowy most pomiędzy Lwowem i Porajem. A przy okazji publiczność festiwalowa miała okazję śledzić zmianę w prawie. Przyjazd pana Oresta zbiegł się ze zniesieniem wiz w Ukrainie. Spowodowało to kolejki na granicy i pewne opóźnienie artysty do Poraja. Ale szczęśliwie dotarł i cieszył publiczność czarując swoją osobowością.

Był czas, że polska estrada i polskie media jakby celowo zapomniały o Januszu Gniatkowskim, a jego fenomen jest ponadczasowy. Jego piosenki przetrwały najcięższe próby czasu…
– I najbardziej budujące w tym jest to, że piosenki Janusza Gniatkowskiego śpiewają młodzi ludzie, dla nich stają się hitami.

A Pana ulubiona piosenka Janusza Gniatkowskiego?
– To jest może delikatnie zapomniana piosenka „Indonezja”, która mnie urzeka w swojej linii melodycznej, gorącym klimacie wakacji.

Za rok oczywiście Festiwal się odbędzie?
– Będziemy się starać, żeby kultywować tradycję Janusza Gniatkowskiego. W jakim wymiarze? Zastanowimy się wkrótce, jak opadną już tegoroczne, pofestiwalowe emocje.

Dziękuję za rozmowę


Fot;
Krystyna Maciejewska (pierwsza od prawej) z bratem (obok) i przyjaciółmi



URSZULA GIŻYŃSKA

© GAZETA CZĘSTOCHOWSKA - Wszelkie prawa zastrzeżone