Gazeta Częstochowska - tygodnik regionalny
Wydanie nr 27 (1322) z 2017-07-06, dział : felieton

Papierowy dobrobyt

Lato to jak wiadomo informacyjny sezon ogórkowy, jednak w tym roku dla 19 milionów naszych rodaków najważniejszą wiadomością nie będą dalsze losy potwora z Loch Ness lecz wiadomości z ZUS-u o wysokości przyszłej emerytury.

Dla większości zapewne będzie to przykra korespondencja, wszak jesteśmy ciągle karmieni dobrymi informacjami z naszej gospodarki. Można by zapytać – dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Dzisiejsze młode pokolenie na szczęście tego i owego o ekonomii dowiaduje się już w szkole, jednak dla starszego pokolenia ekonomia niejednokrotnie zaczyna się od lektury z ZUS.
Obecni emeryci w Polsce, ale i w całym zachodnim świecie, nie są grupą najbardziej zagrożoną, gdy spojrzymy na problem ubóstwa, jednak zjawisko to może jeszcze nie dzisiaj, ale za kilka lat z pewnością nabierze wigoru. Z każdym nadchodzącym rokiem będzie w tej kwestii tylko gorzej, gdyż tzw. stopa zastąpienia systematycznie się obniża i paradoksalnie najmniej będą zainteresowani dłuższą pracą ci, którym ZUS wyliczy najniższe świadczenia, ponieważ państwo i tak będzie dopłacać do najniższej gwarantowanej emerytury, a ich kolejne składki nic tutaj nie wniosą. Takie są przynajmniej założenia.
Jak wiadomo, z pustego nawet Salomon nie naleje. Tylko czy aby na pewno nie? Dzisiaj np. rząd Japonii pożycza ponad połowę potrzebnych pieniędzy w swoim banku centralnym i podobnie jest w całym świecie zachodnim. Kraje te niczym narkoman muszą być stale na dopingu i trudno już ocenić co jest normalnością. Wygląda na to, że jedynym remedium na wszelakie bolączki tego świata jest dodruk pieniądza. Jak jednak wiadomo – nie ma przecież darmowych obiadów i ktoś musi za to zapłacić, a w tym przypadku płacą ludzie najbardziej porządni, czyli pracowici i oszczędni. Niestety, od Tokio po Los Angeles robieni są w konia. Pieniądze dzisiaj powstają z niczego i bank może udzielić tylu kredytów, ilu znajdzie chętnych. To już nie te czasy, gdy musiał poszukiwać ludzi skłonnych do założenia lokaty. Obecnie banki centralne mogą im dostarczyć każdą ilość gotówki i w razie kłopotów wyciągnąć z opresji, a zwykły ciułacz z oprocentowaniem niższym od inflacji, nawet ten oszczędzający na emeryturę, jest nikomu nie potrzebny, plącze się im tylko pod nogami. Jednak życie już nieraz pokazało, że bogactwo nie zależy od ilości wydrukowanych pieniędzy, tylko od tego, czy wszyscy to wiedzą, a przynajmniej chcą wiedzieć. I oby za jakiś czas nikt nam znów nie powiedział, ,,że to była lipa”.



ANNA GAUDY

© GAZETA CZĘSTOCHOWSKA - Wszelkie prawa zastrzeżone