Gazeta Częstochowska - tygodnik regionalny
Wydanie nr 21 (653) z 2004-05-27, dział : historia

Tragiczne mogiły przydrożne

Od parafii do parafii w byłym województwie (14)

Granicą między dekanatami kłomnickim i gidelskim jest kompleks leśny położony w widłach Wiercicy i Kanału Lodowego. Na zachodnim skraju tego lasu znajduje się dwu-ulicowa wioska o nazwie Kajetanowice. W latach 1975-98 był to teren byłego województwa częstochowskiego, należący do gminy Kłomnice.
Obecnie Kajetanowice leżą na ziemi łódzkiej i gminne sprawy trzeba załatwiać w Gidlach. Natomiast swoją parafię mają Kajetanowice niezmiennie w Garnku, a tym samym i pogrzeby odbywają się na tamtejszym cmentarzu - jednak za wyjątkiem jednego i to największego w historii tej miejscowości. W pierwszych dniach wojny do wioski tej - położonej z daleka od ówczesnych bitych traktów - przybyła duża grupa uciekinierów z Częstochowy licząc, że tutaj właśnie będzie można bezpiecznie przeczekać przejście linii frontu.
Tymczasem wieczorem, w dniu 6 września 1939 r. właśnie ta miejscowość została otoczona przez niemieckich żołnierzy, którzy wypędzając z domów całe rodziny rozstrzeliwali na miejscu mężczyzn. Natomiast kobiety i dzieci zapędzali do jednej ze stodół - grożąc jej podpaleniem. Zginęło wtedy kilkanaście rodzin, wraz z 10-ma kobietami, które nie pozwolili odłączyć się od swych mężów, czy synów. Po wycofaniu się Niemców, przez cały dzień składano ciała przy kapliczce na rozstajach dróg w Kajetanowicach. Tutaj też wykopano długą mogiłę, grzebiąc w niej pod prześcieradłami, aż 76 osób - w tym 59 rozpoznanych. W ten sposób powstała jedyna w Regionie przydrożna mogiła, dająca swymi rozmiarami i pomnikiem (na zdjęciu) świadectwo niemieckiego okrucieństwa.
Wspomniany w poprzednim odcinku proboszcz z Garnka ks. Kazimierz Znamirowski natychmiast zadbał o to miejsce. Po ogrodzeniu mogiły i ustawieniu na niej krzyża, odprawił w Dniu Zadusznym roku 1939 polowe nabożeństwo, które zgromadziło tłumy mieszkańców. Wygłoszone wtedy patriotyczne kazanie nie zostało zapomniane przez okupantów, którzy księdza tego zamordowali pod koniec wojny. W odróżnieniu od Kajetanowic pobliska Zawada należy i do dekanatu i do gminy w Kłomnicach. Jednak dopóki nie powstała tutaj własna parafia (rok 1919) mieszkańcy Zawady mieli dylemat, czy chodzić do kościoła w Kłomnicach, czy też w Gidlach. Zawada leży bowiem dokładnie w połowie drogi między tymi miejscowościami.
Wioska ta musiała już istnieć za czasów Stefana Batorego (2. poł. poł. XVI w.), bowiem jeszcze 300 lat później jej mieszkaniec Bartłomiej Miś przechowywał - po swym przodku - nadanie tej wsi przez króla Polski za zasługi wojenne (być może w walkach o Inflanty). Pod koniec XIX w. walczono tutaj z potężną zarazą (jak i w całym kraju), czego świadectwem jest pięknie utrzymana kapliczka przydrożna (przy wjeździe od strony Kłomnic) z następującą inskrypcją: "Pamięci Zawadzian - ofiar epidemii rok 1896". Ewenementem są trzy zachowane, ziemne mogiły, ulokowane tuż za tą kapliczką (na zdjęciu). Kryją szczątki ofiar epidemii, które chowano wówczas poza cmentarzam. (cdn)


Andrzej Siwiński

© GAZETA CZĘSTOCHOWSKA - Wszelkie prawa zastrzeżone